Godzina lotu to nie podróż

RYGA
Ostatnie miesiące były dla mnie niezwykle intensywne. Ponad 10 krajów, od Azji po Brazylię. Kilkanaście grup w realizacji. Czyste szaleństwo. Obiecałam sobie, ze od maja do września już nigdzie nie polecę.
I w ten sposób „nigdzie” znalazłam się w Rydze:-) W środku długiego weekendu. Zupełnie nie wiem co sobie myślałam, ale jakoś wydawało mi się, ze majówka to będzie ciepło. Zabrałam klapki i w drogę. Jakaś resztka rozumu podpowiedziała mi, żebym wzięła cieplejszy sweter. Przydał się bardzo. W pokoju hotelowym było tak zimno, ze mogłam w nim spać:-))
Miałam do zobaczenia służbowo kilka rzeczy. Przyleciałam po południu. Wzięłam mapkę. Zaznaczyłam wszystkie punkty. Wyszłam na stare miasto i zonk. Nic nie mogłam znaleźć. Kręciłam się w kółko po starówce. Bardzo ładnie tutaj. Mnóstwo kościołów. Każdy ma kogucika na szpicy. Wiem, bo na mapie próbowałam identyfikować miejsce, gdzie jestem po tych złotych kogucikach na dachach. Aż w końcu zrozumiałam, że one są wszędzie:-)
Zaczęłam się denerwować, ze nie mogę znaleźć żadnej z zaznaczonych na mapie restauracji. Włączyłam google map. No tak. Odległości. Nie mogłam nic znaleźć, bo za szybko chodziłam. :-)) wszystko jest w odległości kilku metrów. Wszystkie restauracje są malutkie, a hotele pięknie ukryte w architekturze. Jak już to opanowałam, poszło naprawdę szybko.
Zatrzymałam się w Kempińskim. Hotel który zawsze trzyma standard. Świetna restauracja na 8 pietrze. Z cudownym widokiem na stare miasto. Bardzo dobre jedzenie. Dlatego właśnie kocham moja pracę:-) Mogę się dobrze najeść w fajnych miejscach. 🙂
Co znalazłam w Rydze? Dużo kościołów ze złotymi kogutkami. Malutkie, klimatyczne restauracje. Mnóstwo miedzianych figurek-zwierząt na ulicach, które należy głaskać. Zapewne w celu uzyskania szczęścia:-))I co ciekawe. Na każdym rogu pięknie wyglądające salony barberow:-) Łotysze to podobno wyjątkowo wysocy mężczyźni. Teraz mogę dodać, ze jeszcze do tego brodaci:-)
Niemniej skoro tak szybko mi poszło, postanowiłam zmienić rezerwacje i wrócić dzień wcześniej. 🙂
Zostało mi trochę czasu do samolotu, wiec dlaczego nie udać się nad morze? Zaledwie pół godziny od Rygi jest miejscowość Jarmuła. Takie nasze Władysławowo. Ale jedna z dzielnic położona w lesie bardziej przypomina Magdalenke. Piękne stare, drewniane wille. Trasy spacerowe, do biegania. Klimatyczne miejsce.
Nie byłabym sobą gdybym lunchu nie zjadła w jakimś niezwykłym miejscu. Jest takie, które każdy poleca jako pierwsze. Restauracja „36 line” położona jest przy samej plaży. Świetne miejsce nawet jak …. pada śnieg:-)))) co za majówka:-)
To nie tak. Nie byłabym sobą gdybym nie pojechała na pole golfowe:-). Co za strzał w dziesiątkę. Jurmala Golf Club oddane zostało do użytku w zeszłym roku. Zbudował je jakiś bogaty Kazah, co już samo w sobie jest ciekawe. Nie będę się zachwycać polem, bo dosyć płaskie i zupełnie świeże. Ale za to co za driving! Na każdym podgrzewanym! stanowisku jest truck man ze specjalnym telewizorem, gdzie można sobie wszystko ćwiczyć i oglądać! Do tego sala z symulatorami. Oczywiście ogrzewana. Przepiękny domek klubowy z malutkim hotelem na 17 pokoi. I śliczna restauracja. Nic wielkiego, ale wszystko dopieszczone. Idealnie użyteczne. Bajka, która chciałabym przenieść do nas, do First Warsaw:-)
Read More
EnglishPolski
Language