Korsyka – wyspa jak pierwszego ranka, kiedy powstał świat

Korsyka, dziewicza wyspa

Niewiele na świecie pozostało miejsc, które oparły się turystyce masowej i pozostały dziewicze. W gęsto zaludnionej Europie, aż trudno uwierzyć, że są takie regiony, gdzie czas się zatrzymał. Do takich właśnie należy Korsyka.

Miniaturka kontynentu, należąca do Francji, ale posiadająca własną odrębność, własny język i chyba wszystko o czym możemy zamarzyć, by zaplanować wyprawę idealną.

Broniąc się przed turystyką masową, celowo ograniczono liczbę połączeń lotniczych, chociaż na wyspie są aż cztery lotniska. Na Korsykę dotrzeć jednak możemy drogą lądową przez Włochy a następnie promem.

Każda część wyspy zaskakuje swoją odmiennością. Posiada wszystko, czego potrzebuje dobry wyjazd incentive. Promem dopłyniemy do Bastii – największego portu morskiego, ośrodka handlu i przemysłu. To jedno z najbardziej nowoczesnych miast na wyspie. Centralna część Korsyki to majestatyczne góry. Najwyższy szczyt to Monte Cinto sięgający aż 2706 m n.p.m.

Tak wysokie góry powodują, że maleńka wyspa ma kilka stref klimatycznych i jest rajem na aktywne spędzanie czasu.

Read More

AIR SHOW – podbniebny event

Organizowanie imprez to branża, na którą każdy z nas decyduje się raczej świadomie. Dlaczego?

Trzeba to kochać. Trzeba kochać podróżować, współpracować z ludźmi (setkami naraz😊), być na pełnych obrotach po paręnaście godzin i trzeba być gotowym na zmianę 5-dniowego trybu pracy na bliżej nieokreślony 😊.  No dobrze, ale nie o tym tutaj…

Organizowanie we krwi już jest, więc czemu by nie spróbować zorganizować czegoś naprawdę ogromnego?

Dlaczego by nie wziąć urlopu… żeby pójść do pracy? (to chyba mało normalne :P)

Ano, właśnie po to, żeby zarazić innych pasją – a moją właśnie jest pomoc w organizowaniu Air Show i ćwiczenie mięśni karku. Uwierzcie, naprawdę ciężko jest jednocześnie biec na drugi koniec lotniska i patrzeć w górę na podniebne wyczyny utalentowanych pilotów z CAŁEGO ŚWIATA.

Read More

Godzina lotu to nie podróż

RYGA

Ostatnie miesiące były dla mnie niezwykle intensywne. Ponad 10 krajów, od Azji po Brazylię. Kilkanaście grup w realizacji. Czyste szaleństwo. Obiecałam sobie, ze od maja do września już nigdzie nie polecę.

I w ten sposób „nigdzie” znalazłam się w Rydze:-) W środku długiego weekendu. Zupełnie nie wiem co sobie myślałam, ale jakoś wydawało mi się, ze majówka to będzie ciepło. Zabrałam klapki i w drogę. Jakaś resztka rozumu podpowiedziała mi, żebym wzięła cieplejszy sweter. Przydał się bardzo. W pokoju hotelowym było tak zimno, ze mogłam w nim spać:-))

Miałam do zobaczenia służbowo kilka rzeczy. Przyleciałam po południu. Wzięłam mapkę. Zaznaczyłam wszystkie punkty. Wyszłam na stare miasto i zonk. Nic nie mogłam znaleźć. Kręciłam się w kółko po starówce. Bardzo ładnie tutaj. Mnóstwo kościołów. Każdy ma kogucika na szpicy. Wiem, bo na mapie próbowałam identyfikować miejsce, gdzie jestem po tych złotych kogucikach na dachach. Aż w końcu zrozumiałam, że one są wszędzie:-) Zaczęłam się denerwować, ze nie mogę znaleźć żadnej z zaznaczonych na mapie restauracji. Włączyłam google map. No tak. Odległości. Nie mogłam nic znaleźć, bo za szybko chodziłam. :-)) wszystko jest w odległości kilku metrów. Wszystkie restauracje są malutkie, a hotele pięknie ukryte w architekturze. Jak już to opanowałam, poszło naprawdę szybko.

Read More

PRACA SZUKA CZŁOWIEKA

Kiedy byłam młoda i szukałam pracy najważniejsze było dla mnie, żeby mieć z niej przyjemność i zarabiać dobre pieniądze. Pracowałam trochę po studiach  jako dziennikarka. Zarabiałam pieniądze, ale nie miałam zbyt dużej przyjemności.

I wtedy zaproponowano mi pracę w biurze podróży. Incentive.

Moja wiedza na temat wyjazdów nie była imponująca. To były czasy kiedy dopiero wszystko się zaczynało. I tak w pierwszym tygodniu wygrałam przetarg na wyjazd do Meksyku. Farmacja. 30 osób.

Moj szef nie był najbardziej wspomagającym szefem na świecie. Rzucił mnie na głęboką wodę, a właściwie ocean. Pływać nie umiałam, więc musiałam znaleźć jakieś rozwiązania. Tylko jedna osoba w nowej pracy wsparła mnie i pomogła. Zostaliśmy przyjaciółmi na lata. Szef wysłał mnie na ten wyjazd skoro juz go sprzedałam. Był to dla mnie kolejny ocean. Sama, na końcu świata, 30 klientów facetów. Na szczęście mówiłam po hiszpańsku. Był to mój pierwszy incentive. Może dlatego bardzo dobrze go wspominam. Było fantastycznie. Poziom stresu sięgał gwiazd.

Później mój apetyt na wygrywanie i wyjazdy tylko się powiększał. Z oceanu zrobiło się jezioro. Po pewnym czasie czułam się juz jak ryba w wodzie. Zakochałam się totalnie. Nie umiałam sobie wyobrazic życia bez podróży, adrenaliny, pracy z ludźmi.

Praca w agencji incentive to możliwość wyjazdów w miejsca, które sobie wymyślimy. W sposób który sobie wymarzyliśmy. Wcześniej czy później znajdziemy klienta, którego nasze marzenie zachwyci. I tak jak my, będzie chciał tam jechać.

Czasami latamy prywatnymi samolotami, śpimy w najdroższych hotelach, jemy w gwiazdkowych restauracjach. Wynajmujemy teatry na wyłączność, skaczemy ze spadochronów, gramy w golfa ze znanymi ludźmi.

Poznajemy ludzi, których być może nigdy byśmy nie spotkali. Różne branże, różne miasta. Niektórzy zaczynali z nami jeździć kiedy jeszcze nie mieli dzieci. Teraz te dzieci przejmują rodzinne biznesy. To znajomosci na lata.

I tak juz jest od 25 lat.

W tym czasie świat się zmienił.  I to bardzo. Podroze stały się naszą codziennością. Tanie linie lotnicze  i touroperatorzy prześcigają się w promocjach na jak najtańsze wyjazdy. Można spać u ludzi w domach, jeździć prywatnymi autami uberami, można jeść na ulicy. Nie potrzeba fortuny.

Co w takim razie robią agencje incentive? Wymyślają, szukają, eksplorują.

Read More

Danang – jak znaleźć coś fajnego?:-)

Znajomi czasami pytają jak znajdujemy te wszystkie piękne miejsca na świecie. Jest wiele odpowiedzi. Ale podam ostatni przykład. Linia lotnicza otwiera nowy kierunek z jedna przesiadka i to dwugodzinna czyli super wygodnie. I to jest właśnie doskonały moment żeby jak najszybciej wsiąść w samolot.

Lubię Wietnam, wiec spodziewałam się ze będzie fajnie. Ale od pierwszego razu zachwyciłam się Danangiem. Nie jest to Sagon ani Hanoi. Średnie miasto w zupełnie rozbudowie. Maja kilka hoteli odpowiednich da grup incentive, mnóstwo idealnych restauracji, genialne kluby nocne czynne codziennie:-) Mają most w kształcie smoka, który czasami zieje ogniem i wodą. Mają tez dwa pola golfowe Grega Normana i Montgomery.

I mają historie. Mają dusze.

Read More
EnglishPolski
Language